fbpx

Montessori w prawdziwym życiu

Montessori w prawdziwym życiu

 Montessori to coś więcej niż pomoce, niż piękne materiały i dobrze zaaranżowane przestrzenie. Zobaczcie, jak wygląda Montessori na żywo. Jak można wdrażać zasady tej pedagogiki każdego dnia, codziennie. Zapraszam do spotkania z Magdą i jej rodziną.
MobiLove: Co skłoniło Cię do urządzenia domu w zgodzie z założeniami pedagogiki Montessori?

Magda:

W czasie ciąży dużo się zastanawiałam nad tym, co będę robić z noworodkiem. Wcześniej nie miałam ani trochę doświadczenia z tak małymi dziećmi. Razem z mężem byliśmy przekonani jedynie do tego, że nie chcemy aby nasz dom zamienił się w złoże pstrokatych plastików i piszczących misiów. Przy poszukiwaniach interesujących zabawek i zajęć co chwila natrafiłam na imiona Marii Montessori, Rudolfa Steinera, Reggio Emilio i Charlotte Mason. Teorie wszystkich tych edukatorów były dla mnie przełomowe. Myśli Marii Montessori poruszyły mnie jednak najbardziej. Na Instagramie zaczęłam śledzić konta zwolenników jej metody, obejrzałam chyba wszystkie filmiki instruktażowe na YouTubie i przeczytałam kilka książek. Zafascynowało mnie, że podstawą do decyzji o wystroju wnętrz, materiałach na półkach czy postawie wobec dziecka oparta jest na szacunku. Brzmiało to bardzo romantycznie. 

MobiLove: Jak taka przestrzeń wpływa na Twojego Maluszka i na Wasze wspólne życie?

Magda:

Nasze montessoriańskie podejście z pewnością kierunkuje energię naszego płomyczka zamiast ją gasić. Córeczka ma gdzie biegać, ma gdzie się wspinać. Jak chce w czasie jedzenia wstać to może, bo ma zapewnione bezpieczeństwo. Jak chce wyjść z łóżka to też może, bo nie ma na nim krat a materac ustawiony jest prawie przy samej podłodze. W przestrzeniach przeznaczonych dla dziecka zainstalowaliśmy bramki lub zamki na drzwiach. Kiedy chcemy, żeby nie wchodziła do miejsc gdzie obecnie jest remont, zamykamy je, czego naturalną konsekwencją jest, że przejścia nie ma. 

My z kolei, przede wszystkim, kupiliśmy dom. Jeszcze zanim poznaliśmy filozofię Marii Montessori mieliśmy świadomość, że rozwój dziecka dzieje się przez ruch. A ruch może się wydarzyć tylko gdy jest na niego miejsce. U nas teraz jest. Jest również więcej ciętych kwiatów rozsiewających swój zapach w całym domu, a sprzęt do słuchania naszej ulubionej muzyki jest używany częściej niż poprzednio. Bardziej niż wcześniej otaczamy się zróżnicowanymi, naturalnymi fakturami. W samym salonie można u nas znaleźć rożnego rodzaju futra, skórę, metal, drewno, bawełnę, i szkło. A ponieważ mieszkamy w domu, częściej jesteśmy na dworze. Częściej bawimy się wodą, piaskiem. Częściej chodzimy boso po trawie. Częściej na trawie leżymy.

MobiLove:  Czy przygotowanie domu zgodnie z zasadami Montessori jest trudne i drogie? Jakie są Twoje doświadczenia?

Magda:

Mało rzeczy jest łatwych, tanich i zarazem cennych. Zasady Montessori wymagają ciągłej kreatywności. Ciągle należy obserwować dziecko, mierzyć jego rozwój na odpowiednie materiały, dokształcać się, przeszukiwać bazary i internet w poszukiwaniu możliwie najpiękniejszych zabawek. Najukochańsze pomoce córki to zazwyczaj te, które zrobione są z solidnego materiału, są rozmiarowo okazałe, dokładnie wykonane i zachwycają i mnie. Czy takie rzeczy są tanie? Nie. Jednak kierując się filozofią Montessori, wspierającą pokój na świecie i szacunek do pracy, nie mogę mieć o to pretensji. 

 

MobiLove: W jaki sposób stworzyć strefę aktywności dla niemowlęcia? Podzielisz się wskazówkami?

Magda:

Przez pierwszych kilka miesięcy życia u nas sprawdziło się po prostu leżenie na miękkim podłożu. Pod mobilami, wysokimi kwiatkami, pod chmurką. Zamiast fotelika samochodowego czy leżaczka w miejscach publicznych używaliśmy kocyków.

Kiedy córka zaczęła siadać i rozważać raczkowanie bardzo pomógł czas na dużym miękkim dywanie. I obecność innych dzieci, bo był to czas niezwykle dla niej frustrujący. Chodziłyśmy wtedy często do lokalnej biblioteki, które działają tutaj bardziej na zasadzie świetlicy niż bezszelestnych czytelni średniowiecznych mnichów. 

Kiedy już zaczęła raczkować, podciągać się i wspinać to najważniejsze było miejsce. Miejsca wystarczająco dużo, żeby móc podreptać przy chodziku. Kiedy mieszkaliśmy w bloku często chodziłyśmy na spacery po korytarzu w kompleksie handlowym na naszym osiedlu, a także na polany i do lasu. Pomocne były również schody na klatce. Obecnie zaś bardzo sprawdzają się schody w domu, różne progi i trójkąt Piklera. Na tym poziomie dziecko już samo znajduje sobie odpowiednie tory przeszkód. Zwinięty dywan, rozwalony dywan, krzesełko, drzwi, mop, zmiotka, skarpetka, wiadro – wszystko jest wykorzystywane do rozwoju motoryki i o ile zabawa nie zagraża zdrowiu, my nie mamy nic przeciwko. 

 

MobiLove: Opowiesz nam coś o sobie? Mieszkasz w Danii? Czy tu pedagogika Montessori jest mniej czy bardziej popularna niż w Polsce? Masz jakieś spostrzeżenia?

Magda:

Jestem Polką, mój mąż jest Nigeryjczykiem, a mieszkamy w Danii. Razem gramy muzykę jako duet M’NDAVI. Kreatywność jest więc naturalną częścią naszego życia. Z tego powodu filozofia Montessori bardzo nam pasuje. Gdy dowiedziałam się, że placówki stricte Montessori niemalże w Danii nie istnieją bardzo się zawiodłam. Później jednak zrozumiałam, że tutaj nie mówi się o pedagogice Montessori jako o czymś odrębnym od zwykłej pedagogiki. Żłobki i przedszkola wykorzystują wiele elementów podejścia Montessori. Córeczka idzie do domowego żłobka od sierpnia i już dostaliśmy album do wypełnienia zdjęciami rodzinnymi oraz ulotki wydane przez gminę, promujące aktywność fizyczną, najlepiej na dworze, oraz naukę matematyki przez zabawę wśród najmłodszych. Zapowiada się sensownie. Aczkolwiek, zobaczymy. Cała przygoda przed nami! 

 

 

Zobacz także